ej, mam blogusia w xhtmlu, piszę go od ponad 5 lat, to jak sobie dołożę komentarze i ajaxa to będę web2.0, czad, nie? o, i jeszcze linki bezpośrednie w postaci blog.rudylis.com/2006/03/jestem-fajny-i-rzadze/
\o/
aha, do tego musze dodać jeszcze złośliwe wpisy i stworzyć pozory posiadania ogromnej wiedzy, kurwa, ja nie jestem złośliwy i nie mam ogromnej wiedzy, mam długi, telewizor, którego nie oglądam, bałagan nadający nowy wymiar temu słowu, nie mam dziewczyny a wszyscy moi koledzy mają, kochany pamiętniczku, co robić?
Daylight licked me into shape
I must have been asleep for days
And moving lips to breathe her name
I opened up my eyes
And found myself alone alone
Alone above a raging sea
That stole the only girl I loved
And drowned her deep inside of me
wczorajszy wieczór i noc były tak dobre, ranek już trochę gorzej, w nocy dużo piwa, szalony powrót do domu, w domu zrobiony przeze mnie kawałek obiadu, potem wino i szalony dziki sex na dachu, z tym, że bez sexu i bez dachu
parę dni temu wyprałem kurtkę, bezpośrednio po wyjściu z domu nasrał na nią gołąb, dobra historia, nie? normalnie bloga mógłbym założyć
no to chyba w tej chwili mija dokładnie rok od mojego przyjazdu, fajnie, co? jutro popołudniu rocznica wielkiego nawrotu zimy, który sparaliżował doszczętnie całe miasto i w ogóle dużo różnych rocznic w okolicy
o tym minionym roku mogłbym pisać dużo ale mógłbym także nie pisać, to nie piszę, co nie?
rok temu pierwszy raz nie pamiętałem o rocznicy samobójczej śmierci kumpla z podstawówki, w sumie minęło więcej lat niż wtedy mieliśmy, ale jakoś mi głupio
shit's always crazy ale ten rok będzie jeszcze dziwniejszy, dobranoc
tak, wiem, dwa miesiące temu minęło 5 lat tego bloga, trochę zlałem pisanie, co nie? byłem na sylwka we wrocku i w ogóle, piona
"Zawsze chciałem, żeby ktoś napisał o mnie w swoim blogu [...]"
Michał to wafel.
[wpis sponsorowany przez "Z dobrym humorem na ty", wydanie 3, SWZ 1967, strona 59]
a ja sobie niedawno wstałem, zjadłem starym zwyczajem tosty na śniadanie, i lecę na zakupy, parę dni temu kupiłem sobie nowe okulary przeciwsłoneczne, bo stare zgubiłem na koncercie, koncertów było dużo, ale sezon się skończył, przynajmniej dla tej ekipy, w weekend byliśmy w studio muzycznym i było dość zabawnie, przez najbliższych parę dni mieszkam u kumpla, który wyleciał sobie daleko więc ktoś musi karmić jego złotą rybkę, nie? generalnie lecę dualheada 19 cali + 17 cali i jest naprawdę wypas. lecę zatem w poszukiwaniu trampek (trampków?) #44-45 i spodni w ilości 2 pary, yo
z wczorajszego maratonu punkowego pamietam tylko to, ze dzielnie bronilem gitarzyste przed biustami fanek, wypilem prawie 10 piw, wpadla policja, nie wszyscy grali rowno, basista jak zwykle chcial bic innych, zostawilem tam swoja bluze i tradycyjnie mam kaca, yo
generalnie ten weekend nie bedzie stał pod znakiem bujania się po dobrych knajpach w miłym towarzystwie, praca praca praca, duzo pracy i kasa nadchodząca z oddali, pokój dalej słabo urządzony, netu nie ma ale będzie za parę dni, znowu robię zdjęcia, dostałem zajebiste akumulatorki od
zioma (stare... straciłem w grudniu (siema Tom :-) )) i robię robię robię, i ten, wiecie, wiosna prawie przyszla, tak troche czas najwyzszy, nie? piona.
uh, a melanży w "ogniem i mieczem" to nie zapomnę nigdy. a przynajmniej mój żołądek nie :-)
one love
no to tak, impreza urodzinowa wyszła fajnie, mimo że w trakcie dowiedzieliśmy się o śmierci papieża, kupa fajnych rzeczy się dzieje, w sobotę zagraliśmy koncert, szykują się nowe, dużo grania, mało kasy jak zwykle, schudłem już parę kilogramów dzięki diecie studenckiej "i ty możesz przeżyć za 2zł dziennie!",
jędrek wpada na parę miesięcy tutaj i w ogóle jest wesoło. sieci w domu nadal nie mam, ale zanosi się na zmiany w tym kierunku. tyle, nie? następny wpis w lecie?
i znowu the weekend has landed, coraz lepiej, coraz szybciej, coraz cieplej, coraz blizej, coraz bardziej 3 kwietnia
jutro rano pierwszy w życiu wyjazd na słowację na dodatek przez czechy (też pierwszy raz), szykuje się dobre 8bitowe party, poza tym dziwnie, ale ok, za dużo alkoholu, za mało kasy, nie pijcie w tygodniu i w ogole. nara.
aha, w ramach tego
newsa - czuje sie ruchany najwyzej przez zycie, ale teraz przynajmniej wiem kiedy - ha!
dlatego znów
podróż na wschód
podróż na wschód podróż na wschód
podróż na wschód podróż na wschód
myślę, że gonzio miał lepszy weekend ode mnie
uh, kolejny weekend przed nami, najazd trzech ekip w tym bej boys club riprizent, wczoraj niespodziewane wyjscie z domu po 23 w opcji "ej, nie, to tak tylko na chwilę, nie jestem taki ©" w rezultacie do pracy wbilem po 11 jadac z drugiego konca miasta i takie tam, szacunek dla szanujących, do zobaczenia
yo, refresh srefresh, hajsu nadal brak czyli mimo wszystko WEEKEND HAS COŚTAM
refresh co minutę na stronie banku i nadal niecałe 20 zł, shit, weekend był fajny, następny też się zapowiada fajnie, chyba żeby nie, generalnie za półtorej godziny zrywam się z firmy bo WEEKEND HAS KURWA LANDED, nie? piona.
yo weekend na wschodzie, chlanie, granie, spiewanie i costam, piona
weekend byl fajny, gralismy do 5.00 rano z robertinem, sąsiedzi zachwyceni, sąsiadki też, jutro jadę na wschód na 3 dni chlania i załatwiania czegoś tam, jakieś widoki na przyszłość się zaczynają pojawiać, na razie jest ok
kolejny tydzień nowego życia w pełni, yea
wczoraj wbilem ostro w opcje "ej, to moje ostatnie 5zł, więc kupię sobie coś dobrego do żarcia" a rano znalazłem w koszuli 30zł, więc poleciałem z michałem w dobry obiad, o.
przed chwila dzwonił robertino i jest ostro napalony na jakieś wspólne granie, coś jakby muzyka itp, jeśli wyjdzie chociaż w połowie tak fajnie jak się już zapowiada , to będzie ostro dobrze, piona.
a, tak w ogóle to dzięki dla moich ludzi (
j,
m,
z i inni) za to, że tu jestem i w ogóle, dzięki chłopaki
hajs prawie rządzi moim światem, na razie rządzi nim jego brak
a w ogole to moglbym napisac ksiazke o ludziach przychodzacych w nocy do kafejek, gdyby nie to, ze nie ma o kim pisac, lece do domu, yo
czyli ostra rozwalka bo nie skonczylem jeszcze skryptu do bloga, nie mam w domu netu, dobrze ze mam juz prad i cieplo w piecach (pare dni mieszkalem bez ogrzewania, przypomnijmy, ze powrot zimy nastapil jakies kilkanascie godzin po tym jak sie przeprowadzilem); wczoraj wbilem do knajpy w ktorej nie bylo mnie prawie dwa lata (vide maj 2003) i na dziendobry przywitali mnie ludzie grajacy na scenie, jak sie okazalo dobrzy znajomi z mojego miasta; jednym slowem mieszkam tu gdzie mieszkam od paru dni, calkiem nowe zycie, cholernie duza zmiana, wdrazam sie, ciagle sie wdrazam, trzymajcie kciuki za mnie, co?